niedziela, 26 lutego 2017

Karteczki w kropeczki.

Znudziło mi się wieczne drukowanie, docinanie i produkowanie kartek z niczego. Skusiłam się wreszcie na "kartkowe" zakupy. Trochę papierów,  mata do cięcia (co za luksus;-)), porządne nożyczki ..., czyli bez zbędnych szaleństw. Czekałam cierpliwie, aż przesyłki dotrą żebym mogła wykorzystać zakupy w lutowym odcinku Anulkowej zabawy kartkowej>> . W tym miesiącu zadanka wymyślała pierwsza gościnna projektantka, czyli Małgosia>>.  
Ostatnia paczka dotarła w piątek więc wczoraj po południu wylazłam spod kocyka, powyciągałam te swoje zakupy, dorzuciłam swoje stare zapasy kartkowe i z zapałem małego dziecka, które dostało nowe zabawki, zabrałam się za robotę. Tematy wymyślone przez Małgosię nie wydawały się specjalnie skomplikowane, miałam mnóstwo pomysłów na wypasione karteczki, no i bogaty warsztat;-).
Po kilku godzinach, składania, komponowania, wycinania... jedyne co miałam na biurku, to nieziemski bajzel:-). 
Chyba mam taką wadę wrodzoną, w każdym nadmiarze czuję się lekko zagubiona i kartki wykleiłam dzisiaj, w dwie godzinki, na prawie pustym biurku.  Są więc takie jak zwykle, proste, bardzo "casikowe", po prostu moje;-). Zdjęcia też tradycyjnie do kitu, bo strasznie dziś pochmurno, a ja ciągle w domowym areszcie :(
W lutowej serii,  wykorzystując zakupy,  postawiłam na kropeczki. Najpierw dwie kartki wielkanocne, czyli według wytycznych zając w towarzystwie kurczaka i pisanki




 Kartka z serduszkiem, to  już w ogóle kwintesencja minimalizmu:-)



Jak już się rozkręciłam w tym klejeniu, to bożonarodzeniową śnieżynkę też zrobiłam.



To na koniec jeszcze cały komplecik...


i oczywiście banerek zabawy.


Pozdrawiam :-)

piątek, 24 lutego 2017

Rekordowa zima ;-)

Tej zimy pobijam zdecydowanie rekord życiowy w ilości wszelkich infekcji grypopodobnych. Od trzech lat podśmiewałam się pod nosem, że żadne jesienno-zimowe infekcje się mnie nie imają, bo mój układ odpornościowy ma ważniejsze zadania, niż jakiś tam katar;-) Teraz nadrabiam z nawiązką, znów mnie dopadło jakieś wredne choróbsko i zafundowało przerwę w życiorysie. Widać w przyrodzie równowaga musi być. Dziś, po prawie całym tygodniu niebytu, zaczynam widzieć, słyszeć i czuć, więc powolutku wracam do życia, także tego blogowego. Tutaj można sobie "pożyć" nie wychodząc z łóżka.
Nie nadaję się na razie do wielkich wyczynów,  a w zasadzie, to do niczego się nie nadaję;-), więc dziś będą zalegające na dysku drobiazgi.
Na pożegnanie zimy chciałam pokazać Wam moje malutkie śnieżynki. W dziedzinie ilości wysupłanych śnieżynek, też pobijam rekord, kolejne powstały trochę przy okazji. Takie maleństwa (około 1,8 cm średnicy), to dobry sposób na uwolnienie czółenka z pozostałości nitek.



 

Dzięki koralikom i malutkim cyrkoniom w wieczornym świetle zdecydowanie nabierają blasku i skrzą się jak prawdziwy śnieżek, tylko  trudno to sfotografować bez fachowego oświetlenia ;-)


Pomyślałam sobie, że pasują do lutowego wezwania w Szufladzie>>, chociaż przy tych wszystkich koralikowych cudeńkach, które można tam zobaczyć, to raczej ozdobami Królowej Śniegu nie zostaną:-)


Na koniec może jeszcze lekko spóźnione pożegnanie karnawału, czyli jeszcze jedna para frywolitkowych kolczyków z zaległej "produkcji".





 I znów zupełnie niezamierzenie wyszedł mi post  B&W;-)

Pozdrawiam spod kocyka:-)

niedziela, 19 lutego 2017

Odwilż;-)

Dni coraz dłuższe, rankiem świergolą wróble, po nocach drą się koty, a do tego całkiem znośna temperatura i pogoda. Za miastem widać jeszcze jakieś resztki śniegu, ale wszędobylskie błoto ewidentnie jest symptomem odwilży. Właśnie wróciłam ze spaceru, butów chyba nie domyję,  ale co tam, czuję wiosnę:-D
I z racji tej przedwiosennej odwilży wpadam, żeby Wam pokazać... śnieg;-) Konkretnie trochę frywolitkowych śnieżynek, które uparcie produkuję w każdej wolnej chwili zgodnie z noworocznym postanowieniem. Nie ma tych chwil za dużo, więc najczęściej zasypiam z czółenkiem i chyba więcej pruję niż supłam, bo takie dziobanie po troszku powoduje, że stale się mylę. Wszyscy supłający dobrze wiedzą, że prucie frywolitki to zajęcie zegarmistrzowskie więc bardzo powolutku mi tego śniegu przybywa, ale limit miesięczny na luty wyrobiłam z zapasem. Żeby nie straszyć tej skradającej się za oknem wiosny dziś pokażę tylko część śniegowego urobku.  To ta "gorsza" część, czyli śnieg z elementami odwilży, bo wszystkie te śnieżynki mają błędy, ale nie powiem Wam gdzie, zostawię tą wiedzę dla siebie i dla spostrzegawczych;-) Czasem po prostu błąd dostrzega się w takim momencie, że nie sposób już pruć, bo szybciej byłoby zrobić od nowa. Moje lekko zwichrowane śnieżynki prezentują się tak:



A tutaj śnieg na resztkach śniegu, myślę, że mój ładniejszy:-)


Moim śnieżynkom, też się trochę odwilż udzieliła, ale będą jeszcze oczywiście prane i krochmalone zanim w grudniu trafią na choinkę. Wszystkie gwiazdki supłane Aidą 20. Żeby się nie znudzić tym dorywczym supłaniem testuję sobie różne, darmowe wzory z sieci, albo po prostu wyrabiam resztki kordonka próbując uzyskać coś na kształt śnieżynki. 

.
1 i 2 to śnieżynki, których autorką jest Renulek>> (wzór1>>, wzór2>>). Autorką wzoru nr 3 jest Anna Barzyk, wzór można znaleźć tutaj>>.  Wzór czwórki, która wyszła mi dość spora  jak na śnieżynkę (12 cm średnicy) jest autorstwa Robin Perfetti i można go znaleźć tutaj>>.
Śnieżynki  oczywiście są świąteczne, wiec wędrują na zabawę u Reni>>


Skoro dziś tak bardzo frywolitkowo, to chciałam się jeszcze pochwalić serduszkiem, które miło być wysupłane na facebookową zabawę walentynkową>>, ale skończyłam dopiero wczoraj, czyli jak zwykle się nie wyrobiłam na czas. Ten sam wzór, którego autorka jest Krystyna Wordliczek >> pokazywała już tutaj>> Justynka. Moja wersja jest miętowa i ma troszkę koralików,  powieszę ją sobie chyba w samochodzie, żeby mi było wiosennie.




I znowu mi wyszedł tasiemcowy post, ale to wszystko przez ten wiosenny przypływ sił witalnych,
bo wiosna tuż, tuż :-D


Nawet robale już wyszły z ukrycia i jeden mi wlazł w kadr  (lewy górny narożnik;-))

Pozdrawiam serdecznie:-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...