poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Komu w drogę...

...temu trampki:-). Niespełna dwa tygodnie temu w - miejmy nadzieję - długą i szczęśliwą drogę wyruszył pewien dżentelmen. Postanowiłam więc wyposażyć go w trampki, które osobiście uwielbiam. Kiedyś swoją miłość obuwniczą dzieliłam między szpilki i trampki, dziś niestety pozostały mi tylko trampki więc trochę ich mam;-)
Wydziergane z bawełny Muskat Drops, wzór jest moją osobistą mutacją różnych, dostępnych w sieci wzorów i pomysłów na szydełkowe trampeczki.  (chyba najwięcej zaczerpnęłam z tego filmiku>>)
Korzystając z "jako-takiej" wiosennej pogody buciki zabrałam na pierwszy spacer.






A te czerwone gwiazdeczki z tyłu, nie mają nic wspólnego z Bożym Narodzeniem, chociaż papier z serii świątecznej. Trampki potrzebowały  odpowiedniego opakowania, zanim na dobre wyruszą w świat, zrobiłam im więc "firmowe" pudełko, tylko że białe wydawało mi się nudne:-)



Rzutem na taśmę trampeczki dorzucam do szydełkowej zabawy w Art-Piaskownicy>>, którą wczoraj przypadkowo odkryłam;-)



A skoro przy temacie drogi jesteśmy, to chciałam Wam pokazać jeszcze jedną wielkanocną karteczkę, która dotarła do mnie trochę po Świętach. Stempel pocztowy mówi, że kartka wędrowała 10 dni pokonując niecałe 200 km. Biorąc pod uwagę, że swego czasu pokonywałam 300 km pieszo dokładnie w 10 dni, myślę, że ta pocztowa podwyżka to pewnie na nowe trampki dla tych, którzy odpowiadają za dostarczanie przesyłek:-)
Agatko>> dziękuje bardzo za ciepłe słowa i groszki na karteczce:-)


Pozdrawiam:-)

piątek, 21 kwietnia 2017

Zguba:-)

Zagubiła mi się kilka dni temu i nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Szukałam zawzięcie we wszystkich najciemniejszych kątach,  nie ma..., przepadła jak kamień w wodę.
W piątkowe popołudnie, kiedy pęd życia trochę zwalania postanowiłam poszukać jeszcze raz dokładnie. Najpierw w głowie, w końcu podobno ryba psuje się od głowy;-) . 
Na moją głowę najlepiej działają rękoczyny. Koszyk prawie upleciony stał w kącie od jakiegoś czasu. Tym razem jako materiału do testowania "idealnej szarości"  użyłam "Angory". Polakierowałam, podmalowałam i kolejny szaraczek pojawił się na świecie. Przyznam, że to czasopismo ma bardzo duży potencjał twórczy;-), chociaż sam papier jest zdecydowanie sztywniejszy od zwykłych gazet więc powinnam się bardziej przyłożyć do równych splotek.





Rękoczyny znów okazały się niezawodne.  Mimo stalowego nieba i kropiącego deszczu w głowie trochę pojaśniało. I wtedy zupełnie niepostrzeżenie moja zguba się znalazła. Najpierw nieśmiało zajrzała w obiektyw...



A potem wylazła z ukrycia w całej okazałości :-)












Bo czasem trzeba tylko dobrze przewietrzyć głowę...

i nie żałować agrowłókniny w przypadku kwietniowej zimy.

Pozdrawiam wiosennie:-)




wtorek, 18 kwietnia 2017

Podziękowania ze szczyptą filozofii ;-)

I po świętach... Trzeba przestawić się na tryb pędzącej codzienności, a dojadając świąteczne smakołyki pomyśleć o jakiejś diecie;-). Czas też najwyższy na poświąteczne podziękowania ze szczyptą mojego gadulstwa, czyli pewnej refleksji, która przyszła mi do głowy, kiedy wśród stosu reklam, rachunków i urzędowej korespondencji zapychającej skrzynkę znajdowałam piękne karteczki ze świątecznymi życzeniami.

Skoro atmosfera wielkanocna ciągle wisi w powietrzu to zacznę może od cudnych jajeczek, które dostałam od Anitki>>. Zawiązałyśmy kiedyś małą, dość nietypową wymiankę, w ramach której miałam dostać od Anitki jedno "wiercone" jajeczko. Kto zna Anitkę ten wie, że ta kobieta umiaru nie ma, ale za to ma serce na dłoni. Dostałam dwie, wiercone i zdobione przez Anitkę, gęsie wydmuszki...



a do tego kremik, zestaw scrapków i moje ukochane folkowe serwetki...

Była jeszcze czekolada, ale nie dotrwała do dziś:-)

Anitko ślicznie dziękuję!

Kolejną świąteczną niespodziankę dostałam po sąsiedzku, czyli od Marysi>> a w paczuszce znalazła się szara poduszka w moje ulubione groszki z misternie wyhaftowanymi wiosennymi kurkami... (och te krzyżyki;-))



a do tego wielkanocne jajeczko  dopasowane do wazonika, który już Wam kiedyś pokazywałam.

  
 Marysiu serdecznie dziękuję:-)

Oprócz prezentów przyleciały też piękne karteczki pełne świątecznych życzeń, za które chciałabym  podziękować: Justynce>>, Anitce>>Ani>>, Mirce>>, Reni>>, Eryce>>, Hani>>Gosi>>


Dzięki Wam, każde kolejne Święta są coraz bardziej kolorowe:-)
A teraz zapowiadane gadulstwo, czyli mała refleksja Oli;-).
Zawsze należałam do grona zatwardziałych sceptyków, jeśli chodzi internetowe znajomości lub przynależność do wirtualnych społeczności. I to nie z powodu braku zaufania do ludzi, bo z tym miewam problem odwrotny, ale raczej z powodu wiedzy. Tak się składa, że ze względów zawodowych dobrze znam rozmaite mechanizmy rządzące funkcjonowaniem sieci i doskonale zdaję sobie sprawę w jaki - niekoniecznie bezinteresowny i dobry - sposób są wykorzystywane. Ten mój sceptycyzm zaczął stopniowo topnieć, gdy wsiąknęłam w blogowy świat. Dziś mogę nawet powiedzieć, że w zasadzie runął całkowicie pozostawiając co najwyżej  pewne pokłady ostrożności;-). I nie chodzi tylko o te piękne kartki i upominki, którymi się obdarowujemy. Bo za tymi namacalnymi dowodami sympatii  stoi coś o wiele bardziej cennego. Klejąc te karteczki, przygotowując upominki czy chociażby zostawiając słówko pod każdym postem dajemy sobie czas, a to jedna z najcenniejszych rzeczy w dzisiejszym wiecznie pędzącym świecie. 

I za tą obecność i podarowany czas dziękuję Wam najbardziej
i uciekam do obowiązków:-)